środa, 2 lipca 2014

"(...)Kochać to niszczyć, a być kochanym to być zniszczonym"

Elizabeth (Lizz) River | 21 lat | 28.01 | Drzewokos | jeźdźca  smoków

"(...)Chłopiec już nigdy więcej nie płakał i nigdy nie zapomniał tego, czego się nauczył: 
że kochać to niszczyć i że być kochanym to znaczy być zniszczonym."*

Imię i nazwisko: W zasadzie Elza Ana Johns, po tym jak rodzina ją wy dziedziczyła zmieniła imię i nazwisko na Elizabeth River.

Historia:
Jej rodzina, była od zawsze przeciwko smokom. Nienawidziła ich. Jedynie Lizz fascynowały te stworzenia. Nigdy nie zbiła żadnego. 
     Pewnego dnia spacerowała po lesie. Sama, zresztą jak zwykle. Usłyszała jakieś piski. Poszła w tamtym kierunku i zobaczyła smoka zaplątanego w sieć. Gad był ogromny, Lizz wtedy zdziwiła się, że tak wielkie stworzenie złapało się w coś takiego. Dziewczyna ostrożnie podeszła bliżej. Było jej tak szkoda tego smoka. Usiadła przy jakimś drzewie i obserwowała. Zbliżał się wieczór, a gad ciągle się szamotał. W końcu opadł z sił i zasnął. Wtedy Lizz wyjęła swój sztylet i bardzo cicho podeszła do smoka. Przecięła sieć i uwolniła go. Niestety obudził i wydał z siebie ryk, splunął na Lizz ogniem. Na szczęście dziewczyna uskoczyła i zamiast uciekać, zbliżyła się do niego jeszcze bardziej. Wyciągnęła w jego stronę rękę, stworzenie wydawało się być zdezorientowane. Lizz   nie bała się, była już tak blisko niego, że wycofanie się było porostu bezsensowne. Położyła otwartą dłoń na jego grzbiecie i pogłaskała go. Tak zaczęła się jej przygoda ze smokiem. Czytała wcześniej o tym gatunku. Trafiła na Drzewokosa, bezwzględnego smoka, który ma ostre jak brzytwa skrzydła, ale ona widziała coś innego, widziała stworzenie które można oswoić. Codziennie przychodziła w to samo miejsce i przynosiła smokowi ryby, a on pozwalał jej wchodzić na swój grzbiet. 
   Po pewnym czasie Lizz poszła do swoich rodziców opowiedzieć im o swoim przyjacielu, oni wyśmiali ją i powiedzieli, że ich córka jest łowną smoków. Kiedy zaczęła upierać się, że to prawda ojciec uderzył ją i powiedział, aby się wynosiła. Następnego dnia Lizz po prostu spakowała najpotrzebniejsze rzeczy i odleciała na swoim smoku Nessie

Charakter
Lizz jest bardzo tajemniczą osobą, nie lubi mówić, o swojej rodzinie. Uważa ją za bardzo daleką przeszłość. Jest raczej wesoła i mało się smuci, ale jeśli już to często zaszywa się ze swoim smokiem w chmurach. Czasem jest wredna, złośliwa, a czasem spokojna i przyjacielska. 

Wygląd
Ma długie rude włosy sięgające do połowy pleców, jasną cerę i intensywnie zielone oczy. Dziewczyna nienawidzi zbroi, prawie nigdy w niej nie chodzi, a jeśli już to musi być to naprawdę poważny powód, zwykle nosi na głowie diadem pamiątkę po rodzinie, której nie wyrzuciła, ponieważ wiąże z nią bardzo przyjemnie wspomnienia. Jedyną broń jaką miecz.



Smok
Jej smokiem jest Drzewokos o imieniu Nessie. Wygląda tak jak każdy smok z tego gatunku. Kocha go ponad wszystko.


_____________
*cytat wzięty z "Darów Anioła miasto kości"
A więc to tyle. Mam nadzieje że w KP zawarłam wszystkie najpotrzebniejsze informacje. 
Chętna na wszelkie wątki i powiązania.
GG-47976616
email- macie mojego emaila.

7 komentarzy:

  1. (Witamy w naszym gronie Lizzy C: Ja i Lockheed zawsze chętni do wątków, więc jak tylko masz pomysł to zapraszam.)

    OdpowiedzUsuń
  2. [Witaj. Również zapraszam do wątku, jeżeli masz pomysł. c:]

    OdpowiedzUsuń
  3. Doktor siedział właśnie przy książce, korzystając z chwilowego braku pacjentów. Jak zwykle nie było dane mu zbyt długo posiedzieć w spokoju, ale do tego zdążył się już przyzwyczaić. Donośne pukanie do drzwi wyrwało go z lektury, jednak nie zdołał nawet powiedzieć "Proszę!", gdy ktoś wpadł do środka. Smith natychmiast zerwał się z miejsca i podszedł do wyraźnie roztrzęsionej dziewczyny. - Co się stało? - zapytał spokojnym głosem. Wtedy też z wypowiedzi rudej wyłowił słowo "smok". Nie zajmował się smokami nigdy wcześniej i właściwie nie miał pojęcia, czy będzie w stanie cokolwiek zrobić, ale musiał chociaż spróbować pomóc. - Zaczekaj chwilkę. - poprosił i zgarnął do torby jego zdaniem najpotrzebniejsze rzeczy. - Prowadź.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wyszedł za nią z domu, który zamknął na klucz i już niedługo znaleźli się przy rannym smoku. Doktor co prawda trochę bał się tych ziejących ogniem gadów, jednak był lekarzem i nie mógł odmówić pomocy. - Spokojnie, zobaczymy, co da się zrobić. - powiedział do Lizz i z daleka ocenił obrażenia Drzewokosa. - Ale musisz go czymś zająć, żebym mógł opatrzyć rany. - polecił jej.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak tylko smok skupił swoją uwagę na jeźdźcu, Doktor ostrożnie podszedł do boku gada i obejrzał rany. Wyjął z torby skórzaną sakwę z wodą, by trochę obmyć rany, a także igłę i nić do szycia. Szybko zabrał się do pracy, wiedząc że czas ma znacznie ograniczony, ale dzięki nabytej wprawie po chwili było po wszystkim. - Gotowe. - oznajmił, zbierając swoje rzeczy. - Postaraj się, żeby nie pozbył się szwów, po paru dniach zgłoś się do mnie, to je zdejmę.

    OdpowiedzUsuń
  6. [ Z chęcią poprowadzę z Tobą wątek. Mogłabyś jednak zacząć? ]
    | Gwynbleidd

    OdpowiedzUsuń
  7. Młoda elfka siedziała na łące, wśród traw i kwiatów. Ciepłe powietrze muskało jej twarz rozwiewając to tyłu białe włosy. Zireael leżała obok trzymając wieki łeb na jej kolanach. Cieszyła się słońcem jak każdy gad, nie raz pomrukiwała cicho, gdy palce Sawy wędrowały po jej grzbiecie. Niespodziewanie smoczyca uniosła łeb i zaryczała potężnie stając na tylnych łapach i rozpościerając błoniaste skrzydła. Dało się dostrzec maleńkie żyłki tworzące sień na błonach, gdy słońce przez nań prześwitywało. Język wysuwał się co chwila z paszczy Zireael, jak wąż, łapała cząsteczki zapachowe. Opadła na ziemię, zwijając skrzydła. Niezgrabnie, ale dość pewnie ruszyła w stronę nieznajomego jeźdźca i jej smoka. Sawa podniosła się z ziemi krocząc na smoczycą. - Witaj. - przywitała się elfka melodyjnie uśmiechając się kącikami ust. Położyła rękę na głowie smoczycy, by uspokoić ją i zapewnić, że to nie są ich wrogowie.
    | Gwynbleidd

    OdpowiedzUsuń