sobota, 12 lipca 2014

- Mommy, he won't hurt me! - Yes, honey. He will hurt US.

___________
_______
 Catrice Jillian Wedderburn
__________________ 

Keep in mind that many people have died for their beliefs; it's actually quite common. The real courage is in living and suffering for what you believe.

heterochromia| rozległe poparzenia dłoni|blizna na twarzy|biegła walka bronią białą
lat 22.

THE LITTLE GIRL AND LITTLE DRAGON

_____________________________________
- Mamusiu, mamusiu! Popatrz, kogo znalazłam - ciekawskie, różowe ślepia skrzydlatego gada obrzuciły nieco hmm.. pogardliwym spojrzeniem szczupłą, nieco zmęczoną życiem Szkotkę. Jej blada od ubogiej diety twarz przybrała zirytowany grymas.
- Bierz TO stąd i zostaw tam, gdzie znalazłaś. Nie widzisz, co ci zrobił? - stwierdziła mocno zirytowanym tonem, wskazując na czerwone miejsce na jej twarzy. Zauważyła również podobny odcień na dłoniach, miała nadzieję, że to nie oszpeci na stałe jej córeczki - Catrice, dlaczego przymykasz jedno oko?
- Mamusiu, to było przez przypadek! On mnie nie skrzywdzi! - pełnym entuzjazmu, dziecięcym głosem odparła córka, skacząc z małym smoczkiem po całej sieni - Wracając chyba mi coś wpadło do oka, ale nic! No proszęęęęę!
-  Nie skrzywdzi ciebie - Miriam odsunęła na raz dystans od sprawy i zacisnęła pięści, widocznie zirytowana postawą siedmiolatki - Skrzywdzi NAS. Wynieś to z mojego domu, w tej chwili!
- A-ale, mamusiu.. - błękitne oko Catrice zaszło łzami, gdy zobaczyła rodzicielkę pierwszy raz w takim nastroju. Przecież zawsze była taka kochana i miła..
- Czemu tak krzyczycie? - donośny, męski baryton dobiegł z sąsiedniego pomieszczenia, po chwili przyprowadzając również swojego właściciela - dobrze zbudowanego mężczyznę, który widząc zwierzę w wątłych ramionach córki cofnął się o krok jak oparzony - Risiu, weź TO stąd. JUŻ!  - podchodząc do żony szepnął jej na ucho, przestraszony obecnością gada - On ją poparzył. Co z nią będzie? Anstrutherowie jej nie zechcą - reakcję żony Wilhelma przerwało pojawienie się jeszcze jednej osoby, szesnastoletniego Damiena, który po służbie w armii rycerskiej dopiero co wrócił na kilkutygodniową przerwę do domu. Przysłuchiwał się od dłuższej chwili - wiedział, co planują rodzice i nie podzielał ich przekonań. Szybko wziął małą na ręce, nie żywiąc nienawiści podobnej małżeństwu do łuskowatego w łapkach dziewczynki i spojrzał na nich spode łba.

BIGGER GIRL AND STILL LITTLE DRAGON
_____________________________________
- Daaamieeen?
- Co jest, Risiu? - nieprawdopodobnie wręcz zielone tęczówki ulokowały wzrok na twarzy Różnookiej. 
- Ogon Bączka jest trooszkę dłuższy! Widzisz, widzisz, braciszku?! - dziewczynka uniosła niezadowolonego smoka i wyciągnęła w stronę brata, który tylko pokręcił głową rozbawiony.
- Znowu ci się wydaje. On nie urósł ani trochę od momentu, kiedy go znalazłaś - przyznał przyjaznym tonem, nie chcąc kolejny raz załamywać tym siostry.
- Nie prawda, przybyły mu dwa centymetry - mruknęła naburmuszonym tonem, przytulając Bączka do siebie. Łuskowaty tylko z zadowoleniem wtulił pyszczek w długie, rude włosy właścicielki. Rice musiała jednak przyznać Damienowi rację. Bączek nie urósł. Dlaczego? Czy smoki tak długo rosną? Nie wydawało jej się, po trzech latach wyglądał kropka w kropkę jak przy znalezieniu - pomijając wzmocnienie się łusek w odróżnieniu od swojej nowonarodzonej wersji. 
- Hej tam, nie rozpraszaj się, tylko trzymaj siodła. Jesteśmy już prawie na miejscu - chłopak obrócił się, by poczochrać siostrę po rudej czuprynce i posłać jej lekki uśmiech. W oddali majaczyła już wioska.

NOT THAT BIG GIRL WITHOUT LITTLE DRAGON  
_____________________________________ 
Co mu odbiło? CO MU DO CHOLERY ODBIŁO?!
Nie było im tutaj źle. Co prawda, z każdym dniem czuła się coraz bardziej jak eksponat dla pełnej ciekawości publiczności, która podziwiała Bączka bardziej jak zmutowaną jaszczurkę ze skrzydłami niż potomka silnych istot.  Starała się jednak codziennie rozmawiać z nim - chociaż nigdy nie otrzymywała odpowiedzi innej od przyjaznych warknięć, mających symbolizować uwagę kompana - i nie zauważyła w nim żadnego zarodka nienawiści i tego, co stało się dzisiejszego wieczoru.
Mimo, że liczył ćwierć metra w kłębku i dalej wyglądał jak marne pisklę potrafił już zionąć ogniem i podczas dzisiejszego pokazu w cyrku pokazał to w momencie, w którym nie powinien. Unosząc się na swoich tycich skrzydełkach nagle zaatakował jednego z akrobatów.
Catrice nie wiedziała, że mężczyzna ten wielokrotnie drażnił Łuskowego nie będąc świadomym, że zwierzę rozumie każde z jego słów.. 
Później wszystko potoczyło się szybko - zarządca bez sprzeciwu innych stwierdził, że maleństwo trzeba zabić. Zrobił się zbyt niebezpieczny, z namiotu zajętego ogniem pochodzącym z jego paszczy ledwo uciekli wszyscy. A jego właścicielka? Ją powinien spotkać los bardzo podobny, by nie mogła roznieść wieści dalej. 
Czuła, jak ciepłe łzy całymi potokami spływają jej po bladej, nieco wychudzonej twarzy. Biegła ile sił w nogach, kalecząc bose stopy o kamienie na ziemi. Starała się zapomnieć ostatniego, panicznego dźwięku jaki wydał Bączek, gdy ostrze zbliżało się do jego głowy, a Risia nie mogła nic zrobić. 
Docierając do klatki drżącymi dłońmi ledwo co otworzyła skradzionym kluczem zamek, którego obraz zamazywał jej się przez wciąż cieknące łzy. Niebieski spojrzał na nią pytająco:
- Co się.. - nie dokończył, bo Ruda przerwała mu momentalnie.
- Zabili go. Musimy iść, Kurt. Szybko! - otwierając drzwi szybko pociągnęła Wagnera za rękę i czym prędzej skradła konia pozostawionego przez jednego z gości uciekających w popłochu z cyrku.   

A BIG GIRL IN THE BIG ARMY WITHOUT LITTLE DRAGON
_____________________________________

- Dawaj, Rice! Nawet mnie nie tkniesz tym swoim marnym patyczkiem! - zaczepnie krzyknął Sam, stojąc na gildyjnym placu walk, ledwo go było słychać wśród wielu głosów rekrutów.
- To się okaże - dziewczyna stwierdziła tajemniczo, jak zawsze spokojnym tonem, nie okazując żadnych emocji. Po chwili wykonała półobrót, kopniakiem wytrącając tarczę z ręki rycerza i kolejnym ciosem w drugą dłoń sprawiając, że chłopak upuścił swoje ostrze. Ruda chwyciła je szybko, odskakując do tyłu i po chwili przytykając do jego szyi zarówno koniec włóczni, jak i krótkiego, jednoręcznego miecza.
- Gdybyś potrafił patrzeć gdzieś poza koniec własnego nosa nie dopuściłbyś do tego, Stormwell - zakpiła z niedoszłego przeciwnika, podając mu jego broń i odchodząc w stronę zamkowej szatni. Bawili ją ci w ciężkich pancerzach - sama o wiele lepiej czuła się w zbroi skórzanej, w strategicznych miejscach wzmocnioną płytą.   

Gdy usłyszała, że dowódca pułku nakazał zabicie niechcianego lokatora - smoka, który przeniósł się na tutejszą górę bez słowa spakowała swoje rzeczy i odeszła.
Odprowadzały ją dziesiątki zdziwionych spojrzeń żołnierzy, którzy nie mieli bladego pojęcia o jej przeszłości. O co jej chodzi? Nic nie powiedziała..
Niedługo później można było usłyszeć głośny, donośny ryk i uwaga wszystkich skupiła się na kolejnym Łuskowym, nie na samotnej dziewczynie dosiadającej białego rumaka. Obejrzała się ostatni raz na zamek widząc, jak trawią go płomienie. 
- Bączek załatwiłby to inaczej.  

A BIG GIRL WITHOUT LITTLE DRAGON FINNALY HAVE HER PLACE
_____________________________________

Nie mogła narzekać na brak funduszy. Podczas bitew dorobiła się niezłej sumki pieniężnej, poza tym nigdy nie raziło jej zarabianie pieniędzy przez dorywcze prace. Starczyło akurat na mały domek, zresztą nie potrzeba jej było niczego więcej.
Czy to przypadek, że przechadzała się właśnie ulicami Frinescy, a nie innego szkockiego miasta? Możliwe, że ciągła żałoba przyprowadziła ją do jakby nie patrzeć stolicy smoków.
Wiedziała jedno - chciała spokoju. Nie miała zamiaru pakować się w kolejną porcję zobowiązań, jakich doświadczyła w jednym z walecznych pułków. Może kiedyś jej się odmieni i znów wyjedzie. Może jej szczupłe, w odpowiednich miejscach krągłe ciało będzie stąpało po ziemiach zupełnie innego kraju. Może.. 
Ruda przerwała swoje rozmyślania, stając jak wryta. Dziesięć metrów przed nią zauważyła nietypową, niebieską sylwetkę skręcającą w bok jednej z targowych uliczek miasteczka. Za postacią ciągnął się charakterystyczny ogon w kolorze ciała.
Marszcząc brwi przyspieszyła kroku, bezszelestnie stąpając po ziemi i podążając chwilę przedtem obranym tropem. W końcu stanęła za Niebieskim. Przełknęła ślinę, dopiero po chwili wyciągając smukłą dłoń przed siebie i stukając w nieznajome-znajome ramię.
- Kurt?.. 





ABOUT
_____________________________________
Catrice Jillian Wedderburn
Lat 22
163cm wzrostu
47kg
nienaganne umiejętności w walce praktycznie każdym typem broni białej
smoczy jeździec, od niedawna jej towarzyszką jest Bruhilda
na prawe, różowawe oko częściowo niedowidzi
blizna na twarzy
klaustrofobiczka



Dear Whirligig,
I miss you.   

So much.

1 komentarz:

  1. (No cześć. Jak mamy już takie ładne powiązanie to trzeba ogarnąć jakiś wątek!) /Kurt

    OdpowiedzUsuń