środa, 16 lipca 2014

To fear God and maintain His Church! To serve the liege.. BLAH BLAH BLAH.

"I was a knight. But now - I'm not. So watch your words, because I can kill you without any stings of remorse."
[DLA PEŁNEGO ZROZUMIENIA KARTY POSTACI ZALECA SIĘ ZAPOZNANIE Z HISTORIĄ C.J WEDDERBURN - KLIK]
Damien Aiden Wedderburn

 BADŹ ZAWSZE ODDANY BOGU I OJCZYŹNIE - CZYLI KOLESIOWI, KTÓRY NIE ISTNIEJE I RODAKOM, KTÓRZY WYPNĄ NA CIEBIE TYŁEK, GDY
BĘDZIESZ W POTRZEBIE!
 Od zawsze był cięty zarówno na matkę, jak i na ojca. Przez Wilhelma Wedderburna, który po kłótni, która dość mocno dotknęła jego ego wypiął się na własnego brata i tym samym całą rodziną stracił poparcie w ich rodzie. Za całkowicie normalne uważał fakt, że wpierw mieszkając w dworze po całej tej aferze znaleźli się w małym domku pod lasem.
Maureen, jego żona, a matka Damiena nie była lepsza - chłopak od zawsze widział w niej depresyjną, panikującą hipochondryczkę, której wiecznie nie pasowało coś w jej dzieciach.
 Dlatego też w wieku ośmiu lat, gdy tylko nadarzyła się ku temu okazja zaciągnął się do armii, zaczynając jako giermek i powolutku, skutecznie pnąc się do góry po szczeblach kariery. Wśród żołnierzy było mu dobrze, wykazywał ponadprzeciętną umiejętność pojmowania nowych technik walki, miał wielu przyjaciół.. Jedynym minusem było to, że tylko raz na kwartał na kilka dni mógł wrócić do domu - nie zależało mu na kontakcie z ojcem, z matką, ale na swojej młodszej o siedem lat siostrzyczce, która nieświadomo skarana była urodzeniem się nie w innej, a w tej rodzinie.
 Z takimi myślami dojeżdżał na swoim rumaku do gospodarstwa, z daleka zauważając charakterystyczną, rudą czuprynkę Catrice. Z szerokim uśmiechem zsiadł na ziemię i chwycił dziewczynkę w ramiona, obracając kilkukrotnie i przyglądając się jej drobnej twarzyczce zwieńczonej zadartym do góry noskiem, który - jak słusznie zauważył - znowu był podrapany, nie inaczej jak reszta ciała kochającej psoty i zabawę na dworze Rice.
- Mała, wracaj do zabawy, pójdę się przywitać z rodzicami i zaraz do ciebie wrócę, obiecuję - odstawił siostrę na ziemię i opiekuńczym gestem poczochrał jej włosy. Ta w odpowiedzi tylko pokiwała główką i wbiegła do lasu. Jeszcze nie wiedział, że dwie godziny później Rice wyniesie stamtąd ponadprogramowego skrzydlatego lokatora..

NIGDY NIE BĄDŹ TCHÓRZLIWY - CZYLI NIGDY NIE PRÓBUJ RATOWAĆ SAM SIEBIE, NAWET JEŚLI SYTUACJA JEST BEZNADZIEJNA - POZYTYWNIE WEJDŹ W ŚRODEK WALKI!

Cała kompania rozbiła obóz nieopodal wioski, do której następnego dnia mieli się udać. Zmęczony trudami podróży, czując jak mięśnie nóg powoli odmawiają posłuszeństwa położył się na posłaniu stworzonym z kocy na ziemi, podkładając ramię pod głowę i przymykając niespotykanie zielone oczy - gdy sen zaczął łapać go już w swoje objęcia poczuł jakieś szarpanie za ubrania i uchylił jedną powiekę, by zobaczyć swoją siostrę. Westchnął ciężko, ale nie miał jej tego za złe - Powinnaś nauczyć się spać sama, masz przecież Bączka - mruknął pod nosem, wpuszczając Rice pod koc i tuląc niesfornego rudzielca, którego kochał nad życie do siebie. Spoglądając w dwukolorowe oczy siostrzyczki zauważył w nich oburzenie - No wiem, ale on pierdzi ogniem! Wolę z nim nie spać bo jeszcze mnie podpali - z całkowitą powagą stwierdziła Mała, po chwili bez słowa wtulając się w pierś Damiena i przymykając oczy - Dobranoc, braciszku - uśmiechnął się tylko, nakrywając ich kocem i przytulając do siebie Małą. Nie potrafił się na nią gniewać - Dobranoc, Rice.

SZANUJ LUDZI WOKÓŁ SIEBIE - NAWET, JEŚLI JAKIŚ DEBIL OTWARCIE CIĘ OBRAŻA NIE DAJ MU W PYSK, BO JESTEŚ RYCERZEM.
Następnego dnia dotarli do miasteczka - jak zwykle kompania rycerzy odzianych w piękne zbroje budziła w mieszkańcach podziw i wszyscy zapraszali ich do własnych gospód, ba! Proponowali nawet poślubienie własnych córek. Zawsze dziwiło go to zaufanie, którym darzyli go wieśniacy za sam mundur. Dziś było nieco inaczej - zamykający korowód koń, na którym jechały trzy osoby - Damien, Catrice i Bączek wzbudziły szepty między rolnikami, rzemieślnikami, ich żonami i dziećmi. Powodem tego było ciemnofioletowe, nieco grubiutkie smoczątko, na widok którego prości ludzie ogarnęli się niepokojem. Starał się to ignorować, w końcu nie pierwszy raz spotkali się z podobną reakcją..
 Tej nocy w wiosce wybuchł pożar. Damien, który w owym momencie omawiał plany bitwy z dowódcą wybiegł z gospody, między ogniem poszukując rudej czuprynki. Zapłakana Catrice, trzymająca w rękach smoczątko mignęła mu gdzieś na skraju jego wzroku - za nią zauważył rozwświeczonych ludzi, którzy odpowiedzialność zrzucili na małego, skrzydlastego gada - to był ostatni raz, kiedy ją widział. Mimo, że błądził po zgliszczach miasteczka kilka dni po katastrofie nie znalazł ani Catrice, ani Bączka, ani ich ciał. Rozpłynęli się. Nie wiedział, co ma zrobić, jak wyrzucić z siebie całą złość i żal. 
Smok. To jego wina. Gdyby go nie było, nigdy by jej nie stracił.
Nigdy.

DOBRO I PRAWOŚĆ BRONIĄ PRZED NIESPRAWIEDLIWOŚCIĄ - BOŻE, KTO WYMYŚLAŁ TEN KODEKS..
W armii spędził jeszcze kilka lat. Irytowała go jednak coraz bardziej - trawiony nienawiścią i chęcią zemsty przestał przestrzegać kodeksu i miał powoli dosyć upomnień współżołnierzy, dlatego odszedł z własnej woli.
Wykorzystując swoje zdolności nabyte przez długie lata ciężkiej służby pracował jako najemnik, wojownik, płatny zabójca - coraz bardziej odsuwając się od swojej starej natury, porzucając wiarę w Boga, którego obwiniał prawie tak samo mocno jak smoki. 
W końcu, na jednym ze szlaków wpadł na grupę Łowców. Po krótkiej rozmowie dołączył do nich, nie mając nic do stracenia. Awansował szybko, stając na jednej z wyższych pozycji i z każdym miesiącem mając na koncie kolejne zabite bestie. Poczuł się prawdziwie, cudownie spełnionym z momentem zabicia swojej pierwszej Nocnej Furii.. Był naprawdę dobry w swoim fachu i z każdym momentem zarżnięcia mieczem tych głupich bestii czuł się szczęśliwy. Uczucie to towarzyszyło mu jednak tylko przez jeden, krótki moment - gdy przypominał sobie, że tak nie pomści prawdopodobnej śmierci siostry.. Nie zamierzał zaprzepaścić swoich dokonań i pracował w taki sposób dalej, traktując to też po części jako swoje hobby.
 Zawsze był kłótliwy, wciąż coś nie pasowało mu w praktycznie każdej kwestii - dlatego też poróżnił się z grupą Łowców, z którą pracował i udał się praktycznie na koniu na drugi koniec kraju - do Frinescy. Odnalazł tam znaną Szkołę Łowców i przedstawiając swoje dotychczasowe osiągnięcia bez problemu znalazł zarówno miejsce dla siebie, jak i zajęcie. Nie miał pojęcia, że los do tego samego miasta przyprowadził również jego siostrę, Catrice..

BĄDŹ WZOREM DLA INNYCH - CZYLI WYPRZYJ WŁASNĄ OSOBOWOŚĆ NA RZECZ IDEALNEGO LALUSIA W LŚNIĄCEJ ZBROI, BY PALLADYNI MOGLI WZDYCHAĆ NAD TWOJĄ WSPANIAŁOŚCIĄ I PRAWOŚCIĄ.
Łowca | 29 lat | Metr dziewięćdziesiąt wzrostu | Nieprawdopodobnie zielone oczy | Nie ma małego i serdecznego palca u lewej dłoni - efekt służby w wojsku | Walczący zarówno jedno, jak i dwuręcznym mieczem | Odrzucił kodeks rycerski | Ateista | Arogancki | Odważny | Realista

poniedziałek, 14 lipca 2014

Night Fury! Get down!

Speed: Unknown. 
Size: Unknown. 
The unholy offspring of lightning and death itself. Never engage this dragon. Your only chance, hide and pray it does not find you.


Najrzadszego i najinteligentniejszego ze wszystkich smoków wyróżnia ciemny kolor i przenikliwe żółte oczy. To smok o niewielkich rozmiarach, mocnej klatce piersiowej i krótkiej szyi. Ma największe skrzydła ze wszystkich smoków, więc może latać wyżej, szybciej i dłużej niż jakikolwiek inny smok. Niezwykły stosunek siły do wagi sprawia, że gad ten może wzbić się do lotu pionowo. Niestety, gracja, z jaką porusza się w chmurach, zmienia się w niezdarność na ziemi. Niekonwencjonalny płomień, którym zionie (półpłynna masa podpalana acetylenowo/tlenowym ogniem), zniszczy każdy cel. Jego popisowy numer to atak po zachodzie słońca z dużej wysokości - ze zwiniętymi skrzydłami pikuje w dół, w ostatniej chwili precyzyjnie trafia płomieniem w cel i znika bez śladu w ciemnościach. Jedynym ostrzeżeniem jest narastający dźwięk, który Furia wytwarza przy pikowaniu. Te ataki w stylu kamikadze, ciekawski i analityczny umysł sprawiają, że Nocna Furia jest nieprawdopodobnie skutecznym i destrukcyjnym przeciwnikiem.


Fastus jest jeszcze młodym smokiem, łatwo się nudzi i wszędzie wetknie swój czarny nos. Niezwykle dumny z przynależności do najszybszej ze smoczych ras, z góry spogląda na inne gady, w szczególności zaś na te, które pozwalają się dosiadać ludziom, mimo że sam wciąż jest niepewny w powietrzu przy bardziej zaawansowanych akrobacjach. Tak przynajmniej było do niedawna, kiedy to odniósł dość poważne rany w starciu z łowczynią z miasta, z którego cudem tylko uszedł z życiem. To doświadczenie dość mocno utemperowało pysznego młodzieńca, nauczyło ostrożności i nieufności do gatunku ludzkiego. 

Remember, a dragon will always, ALWAYS... go for the kill. 

Mimo tego wcale nie zabił niejakiej Meledeine Harrison, kiedy tylko miał okazję. A taka okazja zdarzyła się dwukrotnie, jak do tej pory. Może to ona miała w sobie coś, jako dyrektor Akademii Smoczych Jeźdźców, co go powstrzymało... a może po prostu tylko grał takiego silnego, zarozumiałego smoka i tak naprawdę nie potrafił zabić. Jedno z dwóch, lub oba naraz, prawdopodobnie sam nie wiedział, co nim kierowało. Pewne jest, że spotkanie z nią nie odmieniło w widoczny sposób poglądów Fastusa na rodzaj ludzki. Co najwyżej zasiało trochę wątpliwości, które zagłuszane są uparcie przez samego smoka myślami, że wszelkie przejawy dobroci ze strony ludzi są po prostu podstępem.
Co wyrośnie z tego nad wyraz upartego i trochę naiwnego gada? Czas pokaże...


***
Witam i zapraszam do wątków pod KP. 

niedziela, 13 lipca 2014

I tak rozpoczeła się moja historia ...

Bruhilda | xxx | Samica | Tajemnica | Catrice
Wyspa Smoczych Skarbów | Hil | Ilda

"Nie zabiłem go, bo był tak samo wystraszony jak ja. Patrząc na niego, widziałem samego siebie."

Uniosła kącik ust w szpetnym kościstym uśmiechu. Oblizała swe kły jeszcze w miare różowym wąskim jęzorem. Zatrzepotała skrzydłami o skurzanej błonie i wzleciała wylatując z mgły pokrywającej poranny las. Uciekła wiedząc że w każdej chwili kłusownicy mieli po nią przyjść.


"-Widziałem jak płoniesz!
-Ogień to za mało by mnie zabić!"

Bru | Agresywna | Miła | Groźna | Kochająca | Zazdrosna |
Denerwująca | Chamska | Wiecznie śpiąca, zmęczona |
Mimo tego że jej najlepszy smoczy przyjaciel ją zdradził nawet dobrze sobie poradziła w życiu. Nie pamięta kiedy się urodziła i ile średnio ma lat. Nie zna tak samo swoich rodziców którzy widocznie ją pozucili jeszcze jako jajo. Po ostatnim spotkaniu młodej rudej kobiety która próbując ją uspokoić dała jej kość która była perfekcyjna potrafi ryczeć i w pełni funkcjonować.

"Tym razem. Tym razem, będę lepsza!" 

Ma zielone oczy. Jej ciało jest z samych kości, które są o kolorze szarości. Ma dwie nogi i dwa skrzydła. Rozpiętość skrzydeł liczy się do pięciu metrów, długość ogona do trzech, a wzrost w kłębie cztery metry. Mimo tak wielkich rozmiarów Bruhilda radzi sobie jako tako.

"To, że jest taka piękna, wcale nie znaczy, że jest słaba."

Jest groźna, agresywna i nie ufna ale to tylko z początku. Jeśli jej pancerz zostanie uzupełniony robi się potulna i bardzo miła. Osoba która uzupełni jej pancerz może ją dosiąść i zacząć tresure. Broni jej zawzięcie i jest wierna.

"Może i nauczyłem cię wszystkiego, co wiesz, ale, Hil, nie nauczyłem cię wszystkiego, co ja wiem!"

"Nie krzycz - Warknęła wzracając łeb ku niemu - Nie lubie
tego - wysyczała przez zaciśniętą szczękę"

Ma dziwną diete która jest w 3/4 roślinożerna. Je pięć do siedmiu posiłków dziennie. Rano owoce z lasów ale tylko z krzewów. Przed południem owoce lasów z drzew. O południu zjada dwie ryby i popija to pięcioma litrami wody po południu zjada owoce wyłącznie z odległych stron świata. Przed spaniem zjada pięć ryb. Taki sposób żywienia utrzymuje przez pięć dni przy okazji trenując. Dwa dni odpoczywa czasem coś dojadając.


"Ilda.. On zyje ? Powiedz prosze że tak! - małe smoczątko zaskomlało zbierając łzy w oczach
Nie. Umarł. - odpowiedziała zimno odchodząc"


Ciekawostki:
- Kości grzbietowe które potrafią się poruszać oznaczają jej nastrój.
- Najbardziej uwielbia grejfuty
- Z ryb woli łososie ale innymi nie pogardzi
- Lubi dość szybką jazdę
- Często można ją zobaczyć jak szybuje w powietrzu.
- Nie lubi śniegu.
- Ogień ją odtrąca ale potrafi przy nim być
- Jest nadpobudliwa
- Lubi innych prowokować do walki

"Kto panuje nad Alfą, panuje nad wszystkim"


"Jeśli masz już kłamać. To spłoń - mrukneła cicho patrząc na swego byłego przyjaciela"
Bru chętna na wątki i wszelkie powiązania.


sobota, 12 lipca 2014

- Mommy, he won't hurt me! - Yes, honey. He will hurt US.

___________
_______
 Catrice Jillian Wedderburn
__________________ 

Keep in mind that many people have died for their beliefs; it's actually quite common. The real courage is in living and suffering for what you believe.

heterochromia| rozległe poparzenia dłoni|blizna na twarzy|biegła walka bronią białą
lat 22.

THE LITTLE GIRL AND LITTLE DRAGON

_____________________________________
- Mamusiu, mamusiu! Popatrz, kogo znalazłam - ciekawskie, różowe ślepia skrzydlatego gada obrzuciły nieco hmm.. pogardliwym spojrzeniem szczupłą, nieco zmęczoną życiem Szkotkę. Jej blada od ubogiej diety twarz przybrała zirytowany grymas.
- Bierz TO stąd i zostaw tam, gdzie znalazłaś. Nie widzisz, co ci zrobił? - stwierdziła mocno zirytowanym tonem, wskazując na czerwone miejsce na jej twarzy. Zauważyła również podobny odcień na dłoniach, miała nadzieję, że to nie oszpeci na stałe jej córeczki - Catrice, dlaczego przymykasz jedno oko?
- Mamusiu, to było przez przypadek! On mnie nie skrzywdzi! - pełnym entuzjazmu, dziecięcym głosem odparła córka, skacząc z małym smoczkiem po całej sieni - Wracając chyba mi coś wpadło do oka, ale nic! No proszęęęęę!
-  Nie skrzywdzi ciebie - Miriam odsunęła na raz dystans od sprawy i zacisnęła pięści, widocznie zirytowana postawą siedmiolatki - Skrzywdzi NAS. Wynieś to z mojego domu, w tej chwili!
- A-ale, mamusiu.. - błękitne oko Catrice zaszło łzami, gdy zobaczyła rodzicielkę pierwszy raz w takim nastroju. Przecież zawsze była taka kochana i miła..
- Czemu tak krzyczycie? - donośny, męski baryton dobiegł z sąsiedniego pomieszczenia, po chwili przyprowadzając również swojego właściciela - dobrze zbudowanego mężczyznę, który widząc zwierzę w wątłych ramionach córki cofnął się o krok jak oparzony - Risiu, weź TO stąd. JUŻ!  - podchodząc do żony szepnął jej na ucho, przestraszony obecnością gada - On ją poparzył. Co z nią będzie? Anstrutherowie jej nie zechcą - reakcję żony Wilhelma przerwało pojawienie się jeszcze jednej osoby, szesnastoletniego Damiena, który po służbie w armii rycerskiej dopiero co wrócił na kilkutygodniową przerwę do domu. Przysłuchiwał się od dłuższej chwili - wiedział, co planują rodzice i nie podzielał ich przekonań. Szybko wziął małą na ręce, nie żywiąc nienawiści podobnej małżeństwu do łuskowatego w łapkach dziewczynki i spojrzał na nich spode łba.

BIGGER GIRL AND STILL LITTLE DRAGON
_____________________________________
- Daaamieeen?
- Co jest, Risiu? - nieprawdopodobnie wręcz zielone tęczówki ulokowały wzrok na twarzy Różnookiej. 
- Ogon Bączka jest trooszkę dłuższy! Widzisz, widzisz, braciszku?! - dziewczynka uniosła niezadowolonego smoka i wyciągnęła w stronę brata, który tylko pokręcił głową rozbawiony.
- Znowu ci się wydaje. On nie urósł ani trochę od momentu, kiedy go znalazłaś - przyznał przyjaznym tonem, nie chcąc kolejny raz załamywać tym siostry.
- Nie prawda, przybyły mu dwa centymetry - mruknęła naburmuszonym tonem, przytulając Bączka do siebie. Łuskowaty tylko z zadowoleniem wtulił pyszczek w długie, rude włosy właścicielki. Rice musiała jednak przyznać Damienowi rację. Bączek nie urósł. Dlaczego? Czy smoki tak długo rosną? Nie wydawało jej się, po trzech latach wyglądał kropka w kropkę jak przy znalezieniu - pomijając wzmocnienie się łusek w odróżnieniu od swojej nowonarodzonej wersji. 
- Hej tam, nie rozpraszaj się, tylko trzymaj siodła. Jesteśmy już prawie na miejscu - chłopak obrócił się, by poczochrać siostrę po rudej czuprynce i posłać jej lekki uśmiech. W oddali majaczyła już wioska.

NOT THAT BIG GIRL WITHOUT LITTLE DRAGON  
_____________________________________ 
Co mu odbiło? CO MU DO CHOLERY ODBIŁO?!
Nie było im tutaj źle. Co prawda, z każdym dniem czuła się coraz bardziej jak eksponat dla pełnej ciekawości publiczności, która podziwiała Bączka bardziej jak zmutowaną jaszczurkę ze skrzydłami niż potomka silnych istot.  Starała się jednak codziennie rozmawiać z nim - chociaż nigdy nie otrzymywała odpowiedzi innej od przyjaznych warknięć, mających symbolizować uwagę kompana - i nie zauważyła w nim żadnego zarodka nienawiści i tego, co stało się dzisiejszego wieczoru.
Mimo, że liczył ćwierć metra w kłębku i dalej wyglądał jak marne pisklę potrafił już zionąć ogniem i podczas dzisiejszego pokazu w cyrku pokazał to w momencie, w którym nie powinien. Unosząc się na swoich tycich skrzydełkach nagle zaatakował jednego z akrobatów.
Catrice nie wiedziała, że mężczyzna ten wielokrotnie drażnił Łuskowego nie będąc świadomym, że zwierzę rozumie każde z jego słów.. 
Później wszystko potoczyło się szybko - zarządca bez sprzeciwu innych stwierdził, że maleństwo trzeba zabić. Zrobił się zbyt niebezpieczny, z namiotu zajętego ogniem pochodzącym z jego paszczy ledwo uciekli wszyscy. A jego właścicielka? Ją powinien spotkać los bardzo podobny, by nie mogła roznieść wieści dalej. 
Czuła, jak ciepłe łzy całymi potokami spływają jej po bladej, nieco wychudzonej twarzy. Biegła ile sił w nogach, kalecząc bose stopy o kamienie na ziemi. Starała się zapomnieć ostatniego, panicznego dźwięku jaki wydał Bączek, gdy ostrze zbliżało się do jego głowy, a Risia nie mogła nic zrobić. 
Docierając do klatki drżącymi dłońmi ledwo co otworzyła skradzionym kluczem zamek, którego obraz zamazywał jej się przez wciąż cieknące łzy. Niebieski spojrzał na nią pytająco:
- Co się.. - nie dokończył, bo Ruda przerwała mu momentalnie.
- Zabili go. Musimy iść, Kurt. Szybko! - otwierając drzwi szybko pociągnęła Wagnera za rękę i czym prędzej skradła konia pozostawionego przez jednego z gości uciekających w popłochu z cyrku.   

A BIG GIRL IN THE BIG ARMY WITHOUT LITTLE DRAGON
_____________________________________

- Dawaj, Rice! Nawet mnie nie tkniesz tym swoim marnym patyczkiem! - zaczepnie krzyknął Sam, stojąc na gildyjnym placu walk, ledwo go było słychać wśród wielu głosów rekrutów.
- To się okaże - dziewczyna stwierdziła tajemniczo, jak zawsze spokojnym tonem, nie okazując żadnych emocji. Po chwili wykonała półobrót, kopniakiem wytrącając tarczę z ręki rycerza i kolejnym ciosem w drugą dłoń sprawiając, że chłopak upuścił swoje ostrze. Ruda chwyciła je szybko, odskakując do tyłu i po chwili przytykając do jego szyi zarówno koniec włóczni, jak i krótkiego, jednoręcznego miecza.
- Gdybyś potrafił patrzeć gdzieś poza koniec własnego nosa nie dopuściłbyś do tego, Stormwell - zakpiła z niedoszłego przeciwnika, podając mu jego broń i odchodząc w stronę zamkowej szatni. Bawili ją ci w ciężkich pancerzach - sama o wiele lepiej czuła się w zbroi skórzanej, w strategicznych miejscach wzmocnioną płytą.   

Gdy usłyszała, że dowódca pułku nakazał zabicie niechcianego lokatora - smoka, który przeniósł się na tutejszą górę bez słowa spakowała swoje rzeczy i odeszła.
Odprowadzały ją dziesiątki zdziwionych spojrzeń żołnierzy, którzy nie mieli bladego pojęcia o jej przeszłości. O co jej chodzi? Nic nie powiedziała..
Niedługo później można było usłyszeć głośny, donośny ryk i uwaga wszystkich skupiła się na kolejnym Łuskowym, nie na samotnej dziewczynie dosiadającej białego rumaka. Obejrzała się ostatni raz na zamek widząc, jak trawią go płomienie. 
- Bączek załatwiłby to inaczej.  

A BIG GIRL WITHOUT LITTLE DRAGON FINNALY HAVE HER PLACE
_____________________________________

Nie mogła narzekać na brak funduszy. Podczas bitew dorobiła się niezłej sumki pieniężnej, poza tym nigdy nie raziło jej zarabianie pieniędzy przez dorywcze prace. Starczyło akurat na mały domek, zresztą nie potrzeba jej było niczego więcej.
Czy to przypadek, że przechadzała się właśnie ulicami Frinescy, a nie innego szkockiego miasta? Możliwe, że ciągła żałoba przyprowadziła ją do jakby nie patrzeć stolicy smoków.
Wiedziała jedno - chciała spokoju. Nie miała zamiaru pakować się w kolejną porcję zobowiązań, jakich doświadczyła w jednym z walecznych pułków. Może kiedyś jej się odmieni i znów wyjedzie. Może jej szczupłe, w odpowiednich miejscach krągłe ciało będzie stąpało po ziemiach zupełnie innego kraju. Może.. 
Ruda przerwała swoje rozmyślania, stając jak wryta. Dziesięć metrów przed nią zauważyła nietypową, niebieską sylwetkę skręcającą w bok jednej z targowych uliczek miasteczka. Za postacią ciągnął się charakterystyczny ogon w kolorze ciała.
Marszcząc brwi przyspieszyła kroku, bezszelestnie stąpając po ziemi i podążając chwilę przedtem obranym tropem. W końcu stanęła za Niebieskim. Przełknęła ślinę, dopiero po chwili wyciągając smukłą dłoń przed siebie i stukając w nieznajome-znajome ramię.
- Kurt?.. 





ABOUT
_____________________________________
Catrice Jillian Wedderburn
Lat 22
163cm wzrostu
47kg
nienaganne umiejętności w walce praktycznie każdym typem broni białej
smoczy jeździec, od niedawna jej towarzyszką jest Bruhilda
na prawe, różowawe oko częściowo niedowidzi
blizna na twarzy
klaustrofobiczka



Dear Whirligig,
I miss you.   

So much.

niedziela, 6 lipca 2014

I'm the dragons daughter!

Sawa 'Gwynbleidd'
" Biały Wilk "

" W czasie gdy elfy, nimfy i im podobne istoty licznie zamieszkiwały glob ziemski, i nim człowiek wziął pod władanie ziemię, morza oraz przestworza, w pradawnym rodzie elfów narodziła się tradycja mówiąca, iż dziecko po osiągnięciu wieku dorosłego i ukończeniu nauk wśród Starszyzny, ma wybór opuszczenia terenów nań zamieszkałych i wyruszeniu ku krainom nieznanym, niosąc ludom zaślepionym Światło. "
fragment " Legendy ludów nieznanych "

Sawa, przedstawicielka rasy elfickiej, należąca do szlachetnego rodu, którego powstanie szacuje się na czas przed pojawieniem się pierwszych ludzi, przyszła na świat kilka lat po zawarciu rozejmu między dwiema różnymi rasami, które miały od teraz żyć w zgodzie.

" Dawno temu, kiedy to smoki budziły grozę wśród nieludzi i były skrupulatnie przez nie tępione, szlachecki ród elfów postanowił zawrzeć pokój ze smokami występującymi w ich lasach. Rozejm obejmował współprace dwóch ras oraz wzajemne zapewnianie sobie bezpieczeństwa. To był początek powstania Smoczych Jeźdźców wśród elfów.."
fragment "Baje i baśnie elfickie"
 " Legenda mówi, iż jeśli przy narodzinach elfiego dziecka jedno ze smoczych jaj zacznie się kołysać i wykluje się uskrzydlony gad, wtem przypisuje się ów smoka do dziecięcia i razem, niczym brat z bratem czy siostra z siostrą, wychowują się, uczą i przywiązują. Tworzą więź, która zespólni ich ze sobą.  Swoiste przywiązanie. Umysły, dusze stają się jedno. Różne ciała o jednej mentalności. Jedno żyje póki drugie nie umrze."
fragment "Legendy ludów nieznanych"
Elfka miała ten zaszczyt trafić na podgatunek Koszmara Ponocnika, który w ówczesnych czasach praktycznie nie występuje. Został wytępiony za swój temperament i zadziwiającą agresję, która nie pasowała do niewielkiego wyglądu. Smoczyca Sawy, Zireael, osiągnęła niespełna 5m długości, a rozpiętość skrzydeł dwukrotnie przekracza jej wielkość. Łuskowy to gad, naszpikowany łukowatymi kolcami po kraniec ogona. Za przednie łapy służą mu skrzydła zakończone zakrzywionymi hakami czepnymi. Znacznie ułatwiają mu poruszanie się po lądzie. Zwierze to nie widzi tak jak reszta smoków. Odbiera obraz termiczny, jest znacznie wyczulony na temperaturę żywych stworzeń. Ponadto ma znacznie bardziej wyczulony słuch i węch.

" - Nie wojuje ni mieczem, ni z łuku nie strzelam. Gardzę przemocą, lecz jakkolwiek bronić się muszę. Magi używam, wolę flory ku sobie nagina. W ostateczności, gdy czary zawodzą, błysk klingi niesie śmierć moim wrogom, niczym mroczny żniwiarz, zbieram swe plony.. "
fragment "Baje i baśnie elfickie"

 Żywą jest Sawa istotą. I choć wychowana w myśl elfiej etykiety, nie ucieka od dobrej zabawy. Spokojna jednak jest zawżdy jednak tracąc nerwy agresywna się staje i nieobliczalna. Niczym smok jej. Ambitna jest, zdolna oraz słowna. Nie zdarzyła się jeszcze sytuacja, by Sawa obietnicy nie dotrzymała. Honorowa owszem. Sentymentalna jak każdy elf. Darzy szacunkiem każdą istotę. Jednak nieposzanowanie jej osoby równoznaczne jest z pogardliwym zachowaniem ze strony elfki.

Jak każda elfka, Sawa nie wyróżnia się zbytnio od swojej społeczności, aczkolwiek i wśród ludzi potrafi się zamaskować z własnym pochodzeniem, choć ona nie wstydzi się tego kim jest. Kremowa, nieskazitelna cera, pełne usta podkreślone czerwonym, kobiecym mazidłem. Lekko skośne, krystalicznie niebieskie niczym górska woda, oczy. Długie, niemal białe jak śnieg włosy nosi rozpuszczone lub lekko podpięte z tyłu głowy.  Ubiór jej jest połączeniem schludnej i zwiewnej elegancji elfów oraz praktyczną prostotą strojów jeźdźców. Pastelowe szaty ze skórzanymi elementami w myśl ochrony ciała.

Białowłosa na swej białej klaczy zatrzymała się tuż przed potężną bramą miasta, o której słyszała już nie raz. Niebieskie oczy prześledziły tekst i na dłużej zatrzymały się na wymalowanej na czerwono bestii. Przekrzywiła nieznacznie głowę jakby nie rozumiejąc piktogramu. Przy swoim ramieniu usłyszała jakby gruchanie dochodzące z głębi potężnego, smoczego gardła. 
- Ruszajmy, Zireael. - powiedziała do smoka dotykając łuskowatego pyska smoczycy. 
Szturchnęła piętami boki wiernej, siwej klaczy i przekroczyła bramę miasta.
Smoczysko rozpostarło skrzydła i wydając z siebie skrzek przypominający setki wron wzbił się w powietrze unosząc w górę tumany kurzu.

_______________________________________
Zastrzegam sobie wszelkie prawa do KP.
Chętna na wątki w komentarzach.

sobota, 5 lipca 2014

Meledeine Harrison



"This is not the end, it is not even the beginning of the end, this is just the end of the beginning"





Urodzona w Szkocji, od najmłodszych lat szkolona przez rodziców na łowcę, rudowłosa dziewczyna nie sądziła, że jej życie przez zaledwie kilka lat może się aż tak  zmienić i Meledeine może kiedykolwiek dosiąść ogromnej bestii  jaką jest smok, praktycznie tak samo jak może dosiąść konia. Nigdy nie przypuszczała, że będzie na co dzień obcować z tak niebezpiecznymi gadami i nigdy nawet jej się nie śniło, że założy akademię Smoczych Jeźdźców.
Jej rodzina od pokoleń słynęła z tego, że zabijała wszystkie bestie z okolicznych lasów, od zawsze łowcy z nazwiskiem Harrison byli szczególnie szanowani i dostawiali najlepsze i najtrudniejsze zlecenia.  Ona jednak nigdy nie uważała się za jakąś elitę, zadawała się z innymi normalnymi dzieciakami i jako młoda dziewczyna wcale nie czuła się kimś specjalnie ważnym. Po prostu cieszyła się życiem jak inne dzieci w jej wieku.
Wkrótce trafiła do najlepszej w okolicy szkole łowców i tam szkoliła się przez kilka lat, aby ostatecznie stać się taka sama jak jej rodzice i dziadkowie. Wszyscy byli łowcami z zimną krwią i nie litowali się nad stworami, które zabijali w lesie.
Wyposażona w łuk i kilkanaście strzał, wraz ze swoim skarogniadym kompanem Leonardem niemal codziennie wybierała się do lasu, nawet jeśli nie miała zleceń na jakieś niebezpieczne i wyjątkowo ogromne stworzenia. Harrison od zawsze kochała konne przejażdżki, a jeszcze bardziej kochała swojego konia, który był bardzo wyjątkowy.

Leonardo nigdy nie odmówił skoku, nigdy nie zadębował ani nie odskoczył. Zdawał się czytać w jej myślach, współpracowało im się idealnie, a Meledeine zawsze czuła że na jego grzbiecie może zrobić dosłownie wszystko. Do tego zwierzę było bardzo chętne do współpracy, jednakże jego słabym punktem były smakołyki. Dla kostki cukru czy kawałka marchewki Leonardo zrobiłby właściwie wszystko.
Specjalnością Mel było strzelanie z łuku. Nie tylko z ziemi, ale również i z końskiego grzbietu. Dla osoby, która właściwie w siodle się wychowała pęd i kołysanie galopu nie stanowiły żadnych przeszkód w celowaniu i napinaniu cięciwy.

Mijały lata i rudowłosa Szkotka żyła w swoim mieście jako łowca, aż pewnego dnia na swojej drodze spotkała dwie istoty, które miały zmienić jej życie na zawsze. Podczas przejażdżki z Leonardem natknęła się na niebieskoskórego  Nightcrawlera, którego oczywiście jako wyuczony łowca chciała na początku zabić. Stało się jednak inaczej i Meledeine wraz z Nightcrawlerem chwilę później spotkali największy postrach okolicy. Nocną Furię.
Po bardzo emocjonującym pościgu i po tym jak Harrison już miała zabić smoka los sprawił, że oszczędziła stwora. Zaowocowało to tym, że młoda Szkotka zyskała dwoje przyjaciół jednocześnie, smok był do niej bardzo przyjaźnie nastawiony, a Kurt okazał się wcale nie taki zły, na jakiego wyglądał.
Wielki gad przez jakiś czas mieszkał u niej w stodole, później jakimś dziwnym trafem Harrison go dosiadła i przeżyła najbardziej szalony i emocjonujący lot w całym jej życiu. W końcu po kilku miesiącach Nocna Furia był już kompletnie oswojony i Meledeine postanowiła założyć w mieście akademię Smocznych Jeźdźców.
Łowcom wcale to się nie spodobało, burzyli się niesamowicie i zaczęli grozić rudowłosej, jednak ta była uparta. Wkrótce akademia zaczęła swoją działalność, a młoda Szkotka odkryła swój życiowy cel – zaczęła przekonywać ludzi, że smoki wcale nie są groźne i można je oswoić. A kiedy już dadzą się oswoić będą lojalne wobec jeźdźca do końca swojego życia.


Przez jakiś czas udawało jej się mniej więcej godzić obie strony, ludzie jednak nadal bali się smoków, gdyż większość z nich była nieokrzesana i nikt nie miał nad nimi kontroli. Pewnego tragicznego dnia szkoła łowców napadła na akademię Meledeine i z zimną krwią zamordowali jej ukochanego smoka. To spowodowało, że nie dość że Harrison kompletnie się załamała i straciła wiarę we wszystko co ją otaczało, to na dodatek zapragnęła okrutnej zemsty na łowcach, z którymi przecież się wychowywala.
Wyjechała na jakiś czas do Irlandii, aby odpocząć i aby jej sprawność psychiczna wróciła na swoje miejsce. Na Zielonej Wyspie spotkała Nightcrawlera, któremu wyjaśniła sytuację i zaproponowała wspólny powrót. Teraz kiedy miała akademię jeźdźców mogła zapewnić mu bezpieczeństwo, Kurt nie musiałby ukrywać swojej tożsamości przed światem.
Meledeine wróciła, jednak bez swojego smoka i była przekonana, że już nigdy więcej smoka mieć nie będzie. Furia był wyjątkowy i nie do zastąpienia, więc rudowłosa na patrolach latała na smokach z akademii. To się jednak miało zmienić…


(Karta postaci jest tymczasowa, jestem chętna na wątki w komentarzach.)