sobota, 28 czerwca 2014

"We are alike, you and I — angry at the world. My pain drives me to seek God, yours drove you away."

 
 

|| NIGHTCRAWLER ||

 

Bestia
Kurt Wagner
Właściciel Smoka


| CIRQUE DU FREAK |  


Urodził się w Witzeldorfie, czy też to właśnie tam został podrzucony przez rodzoną matkę. Pod swoją opiekę przyjęła go jednak "czarownica" Margali Szardos. Cyganka z zawodu przepowiadająca przyszłość nauczyła go, iż najlepszym sposobem na przetrwanie wśród ludzi to trzymanie się od nich z daleka, lub przekonanie, że to co widza nie jest prawdą. Idąc za tą radą Kurt zdobył sobie sławę jako cyrkowiec wykorzystując wrodzoną elastyczność swego ciała jako akrobata. Ludzie przyjęli jego fizyczną mutację jako kostium diabła i wtedy też zdobył sobie przydomek, którym miał się posługiwać przez większość życia. Spokojne życie skończyło się jednak , kiedy pewien bogaty Anglik wykupił cyrk przemieszczając go do Szkocji. Rodzina Szardos została wtedy podzielona - Kurt, jego matka oraz przybrana siostra Jardine ruszyli z cyrkiem podczas kiedy Stefan, starszy z synów Magali pozostał w Niemczech.
Za morzem prawdziwa natura Nightcrawlera została szybko ukryta oraz uznana za szkaradną mutację. Kurt z gwiazdy stał się wtedy umieszczonym w klatce pośmiewiskiem które wzbudzało u odwiedzających galerię odmieńców więcej strachu niż współczucia. Ucieczka nie była prosta, zwłaszcza, że ujawniająca się dopiero w okresie dorastania umiejętność teleportacji wciąż była poza kontrolą Kurta. Ucieczka zapewnie nie doszłaby do skutku, gdyby nie pomoc Catrice - jedynej osoby, poza jego rodziną, która była w stanie dostrzec w nim człowieka.

To właśnie właścicielka Bączka pokazała mu prawdziwą naturę smoków i w tym trudnym czasie zapewniła pomocną dłoń. Niestety, nawet te stosunkowo dobre chwile nie trwały długo, bowiem po niedługim czasie w cyrku doszło do pewnej afery, która zaowocowała pożarem oraz ucieczką Wagnera. Po odzyskaniu wolności udał się w powrotem do Bawarii, gdzie pozostał jego brat i wszystkie dobre wspomnienia.
W swej ojczyźnie Kurt nie zaznał jednak spokoju ducha. Wręcz przeciwnie:  na to co miał zastać w rodzinnym mieście nie mógł być przygotowany nigdy. Przez ponad rok nieobecności jego brat zmienił się zupełnie i choć nikt nie wiedział gdzie się obecnie ukrywał wszyscy byli pewni jednego. Stefan stał się mordercą. To czy zamiana nastąpiła pod wpływem czyjejś mocy czy też psychopatyczna strona była już od dawna zakorzeniona z Szardosie do tej pory pozostaje tajemnicą nurtującą Wagnera. Kiedy spotkali się jednak oczywistym było, że Stefan którego dawniej znał zginął i wraz ze swoją pierwszą ofiarą pozostawiając żądnego krwi psychopatę, który musiał być powstrzymany. To również tego dnia Nightcrawler zabił po raz pierwszy i ostatni. Ludziom z Witzeldorfu łatwiej było obwinić bestię o morderstwo niegdyś prawego obywatela jak i kilku dzieci niż pogodzić się z prawdą. Kurt ponownie musiał  uciekać. Po części przez zgorszonych ludzi, po części przez własne wyrzuty sumienia.
 
Po swym czynie zwyczajnie nie mógł powrócić do przybranej matki. Wątpił by uwierzyła w jego niewinność a nawet jeśli to wciąż widział w sobie mordercę, kogoś kto nie zasługiwał na przebaczenie. Przez kilka lat wiele podróżował szukając spokoju ducha, który odnalazł w religii. Wychowany na Katolika Kurt co raz to więcej czasu spędzał na modlitwie i szukaniu rozgrzeszenia u Boga. Choć wiara dawała mu nadzieję nie mogła jednak odebrać jego samotności spowodowanej strachem innych ludzi który zmuszał go do izolacji. Przez pewien czas mieszkał w Irlandii, pod opieką zakonu Cystersów jednak by uspokoić swoje sumienie powrócił do Szkocji. Do tej pory nie odnalazł swej rodziny, lecz znalazł coś innego - nadzieję. Objawiła się ona w postaci Meledine oraz pewnego małego smoka, którzy przygarniając go do szkoły dali mu szansę na normalne (choć niebezpieczne) życie.


"WHEN YOU'RE BORN WITH A TAIL, YOU LEARN TO GO THROUGH DOORS FAST."

 


Choć przyjaciele z łatwością widzą w nim "puszystego elfa" większość ludzi dopatruje się zupełnej odwrotności - demona.  Kurt urodził się z poważną fizyczną deformacją, która już przy wspomnieniu  żółtych ślepii i spiczastych uszu daje obraz anomali, za którą sam się postrzega. W parze idzie chwytliwy ogon, który z łatwością utrzymuje ciężar dorosłego mężczyzny, a także stopy o dwóch i dłonie o trzech palcach. Choć takie kończyny mogą wydawać się z goła niepraktyczne okazują się niewzykle przydatne przy wspinaczce i pozwalają ich właścicielowi na niejaką przyczepnosć do ścian.

Do tego jest jeszcze niebieska skóra. Skóra, która nie tylko pozwala mu stać się praktycznie niewidzialnym w ciemności a również jest w wielu miejsach poprzecinana bliznami o dość nietypowych kształtach. Pierwsza pojawiła się po śmierci Stefana a niedługo po niej pojawiały się kolejne. "Jedna za każdy grzech, więc wiele". Symbole przedstawiają anielskie znaki, które miały bronić Kurta przed jego demonicznym "ja", które jak wie każdy kto go zna nie istnieje. Zagubiony i samotny dostrzegł niepotrzebność tej ochrony przed złem dopiero w szkole, gdzie po raz pierwszy od dzieństwa znalazł akceptację i zrozumienie.


Jednak co komu po gimnastycznych sztuczkach? One same nie pozwolą uniknąć niekoniecznej walki do tego stopnia co jedna, jedyna moc. Teleportacja. Swą zdolność przemieszczania odkrył stosunkowo późno, bo dopiero w nastoletnim wieku. Przez długi czas nie kontrolował jej w ogóle co dość mocno utrudnioało życie, jednak po długich godzinach praktyk i bycia zmuszanym do szybkiej ucieczki opanował sztukę znikania do perfekcji. Choć wciąż mocno męczy się za każdym razem, gdy używa swej sztuczki to bez problemu pokonuje dystans około trzech mil z pasażerem. Niezmienny pozostaje tylko jeden mankament - nie może teleportować się w miejsce, którego wsześniej nie widział. Taka wyprawa mogłaby się zakończyć "lądowaniem" w środku ściany, lub innym równie felernym miejscu. Ah... No i najważniejsze - wydawany dźwięk to BAMF, nie SNIKT.


"THAT'S WHY I LOOKED TO GOD FOR HELP, BECAUSE WE CAN'T DO IT BY OURSELFS!"

 

Wyglądając niczym demon rodem z biblinych przypowieści ciężko jest wyrosnąć na osobę, która umie wierzyć w siebie. Za młody Kurtowi udawało się to jednak bez najmniejszych problemów - dzięki kochającej przybranej rodzinie oraz pracy w cyrku był pogodnym i w znacznej mierze pozbawionym zartwień człowiekiem. Często też zdażało mu się zastawić jakąś komiczną pułapkę na jednego z cyrkowych znajomych. Wszystko jednak zmieniło się wraz z wyjazdem do Szkocji... To właśnie wtedy Nightcrawler prawie zapomniał o swym prawdziwym imieniu, spędzając dnie oglądany niczym zwierzę w zoo. Zamiast obrócić się przeciwko swym prześladowcom nauczył się jednak im współczuć a sam sobie poprzysiągł nigdy nie oddać swego serca nienawiści.

Wychowano go w wierze i kiedy nie miał już nic innego to właśnie ona pomagała mu się podnieść i iść dalej. Choć często nie jest to oczywiste (jakby nie było ciężko jest mu uszestniczyć w mszy) Kurt jest głęboko wierzący i dlatego też z stroni od niekoniecznej przemocy. Choć z czasem stał się bardziej zamknięty i mniej ufny chętnie spieszy z pomocą a jego przyjaciele mogą na niego liczyć. To właśnie dzięki osobom poznanym w szkole jeźdźców powoli odnajduje swoje stare, bardziej rozgadane "ja".

Odkąd nauczył się czytać ma także absolutnego hopla na punkcie fikcji przygodowej. Nie ważne czy tematem są piraci, muszkieterowie czy szlachetni rycerze - to właśnie w nich  czerpie swoją motywację i nieograniczonego ducha przygody. 




"Love makes you want to stab people? That isnt love. Thats brain damage. Though I do understand your confusion between the two, some days."

- Pod jego opieką znajduje się mały smok imieniem Lockheed, który szczerze irytuje Kurta. Choć chłopak próbuje pozbyć się bestii i komuś ją oddać, ten notorycznie wraca... gryząc go po ogonie.
- Chociaż biegle włada kilkoma językami bardzo często zdarzają mu się niemieckie wtrącenia.
-Przyjaciele często mówią na niego  Elf.
-Jest świetnym szermierzem.
- Uwielbia wykorzystywać swoją moc do niegroźnych żartów, których ofiarami padają jego znajomi.




Witam, witam.  Powiązania - mile widziane i w sporej mierze nieuniknione. Wątpi - jak najbardziej, choć mogę być dość leniwy z odpisywaniem. Lockheed - niech sobie nim gra kto chce, ale generalnie zaklepałem i jest mój! Kontakt - chat, lub gg 50725848

1 komentarz:

  1. [ Cóż, lubię zaskakiwać i jak widać dobrze mi to wychodzi. c: Szczerze Ci powiem, że jak na razie nie mogę sie odnaleźć w fabule i wolałabym, żebyś rozpoczął, jakkolwiek. Oczywiście jeśli nie masz z tym problemu. ]
    - Laithel-

    OdpowiedzUsuń